SIETOM AZS-AWFiF Gdańsk


AKTUALNOŚCI PUCHAR POLSKI SIETOM TOUR GALERIA ZDJĘĆ SYLWETKI SZERMIERKA - ZASADY RANKINGI KALENDARZ GDZIE MOŻNA TRENOWAĆ KONTAKT LINKI

Gdańsk

AM-Studio

Europarts

Forma


AKTUALNOŚCI
TA KATANIA TAKA DROGA CZY TAKA TANIA? MISTRZOSTW ŚWIATA MAŁE RESUME02.11.2011, 15:26
Powoli dochodzimy do siebie po „niezbyt udanych” Mistrzostwach Świata w szermierce, z których reprezentanci Polski nie przywieźli żadnego medalu. Jesteśmy już zatem w stanie napisać parę słów o tej imprezie.
Mistrzostwa odbyły się dniach 9-16 października 2011 r. we włoskiej Katanii. Jako że Gdańsk „floretem stoi”, nas najbardziej interesowała rywalizacja właśnie w tej broni. Pierwsze do boju stanęły florecistki, które bez większych problemów w komplecie awansowały do turnieju głównego. Najmniej trudności sprawiło to Sylwii Gruchale. Sylwia z racji tego, że zajmuje miejsce w czołowej szesnastce światowego rankingu... z eliminacji była zwolniona. Pozostałe zawodniczki, czyli Anna Rybicka, Małgorzata Wojtkowiak i Martyna Synoradzka, zakwalifikowały się do czołowej 64 bezpośrednio po walkach eliminacji grupowej.
Dzień po koleżankach do kwalifikacji przystąpiliśmy my – floreciści. Cała nasza czwórka również uzyskała awans do turnieju głównego, tyle że trzech z nas poza walkami grupowymi musiało stoczyć jeszcze pojedynek pucharowy. Jedynym, który tego uniknął, był Radosław Glonek, który wygrał wszystkie walki w grupie. Marcin Zawada, by awansować do czołowej 64 musiał stoczyć ciężki bój z Rumunem Virgilem Saliscanem. Leszek Rajski i ja mieliśmy łatwiejszych przeciwników. Leszek gładko pokonał Philippe Jorgensena z Danii, ja zaś Brazylijczyka Fernando Scavasina.
Po kwalifikacjach mieliśmy dwa dni przerwy na regenerację i zbieranie sił na turniej główny. Florecistki przystąpiły do niego 12 października. Wszystkie cztery wygrały swoje pierwsze pojedynki i awansowały do czołowej 32 turnieju. Niestety w kolejnej rundzie Ania, Sylwia i Gosia musiały uznać wyższość swoich rywalek. Martyna z kolei stoczyła fantastyczny, a co najważniejsze zwycięski, bój z mistrzynią świata z 2009 r. Aidą Szanajewą z Rosji. W walce o awans do szerokiego finału, najmłodsza spośród polskich florecistek startujących we Włoszech, pokonała Tunezyjkę Ines Boubakri i w ten sposób stanęła przed życiową szansą zdobycia medalu Mistrzostw Świata Seniorów! Szansą tym większą, iż przyszło jej o to walczyć z młodziutką Amerykanką Lee Kiefer. Gdyby Martyna miała wybierać sobie ćwierćfinałową przeciwniczkę spośród wszystkich zawodniczek, które awansowały do tej fazy zawodów, sama z pewnością wskazała by filigranową, urodzoną zaledwie siedemnaście lat temu Amerykankę. Pojedynek ten od początku układał się po naszej myśli. Poznanianka w swoim stylu, czyli bardzo spokojnie, przygotowywała akcje i wykorzystywała błędy przeciwniczki, która mimo ogromnego daru do trafiania, jaki posiada, nie mogła wykonać skutecznej akcji. Pod koniec drugiej rundy Synoradzka objęła prowadzenie 11:7. Od początku trzeciej, decydującej tercji Kiefer narzuciła znacznie szybsze tempo walki, stała się bardziej aktywna. Wiedziała ona, że nie ma nic do stracenia i jeśli nie zmieni sposobu walki, to ma małe szanse na zwycięstwo. Amerykanka zaczęła błyskawicznie odrabiać straty. W końcu znalazła jednak receptę, w jaki sposób pokazać swoje niewiarygodne trafienia, które prezentowała we wcześniejszych pojedynkach. Wszyscy zachodziliśmy w głowę, jak taka drobinka jest w stanie wykonywać akcje, które znacznie częściej widujemy we florecie mężczyzn, ponieważ wymagają większej siły fizycznej (odpowiedź na to pytanie poznałem następnego dnia, kiedy gratulując Amerykance wyniku uścisnąłem jej dłoń i poczułem, znaczny opór. Okazuje się, że w tej drobnej istotce tkwi niesamowita siła...). Niestety Martyna zdawała się być totalnie zaskoczona takim obrotem sprawy. Traciła punkt za punktem. Po 41 sekundach walki wynik brzmiał już 12:12. Chwilę później Kiefer wyszła na prowadzenie, którego nie oddała już do końca zadając trzy szybkie trafienia... W ten sposób marzenia o medalu prysły. Długo nie mogliśmy dojść do siebie po tej walce, cała ekipa mocno to przeżyła.
W pierwszej czwórce poza niesamowitą zawodniczką zza Oceanu nie było żadnej niespodzianki. Znalazły się w niej bowiem florecistki zajmujące trzy czołowe lokaty w światowym rankingu, czyli Włoszki Valentina Vezzali, i Elisa Di Francisca oraz Hyun Hee Nam z Korei Południowej. Tytuł mistrzowski wywalczyła Vezzali (to już jej szósty tytuł...), która zrewanżowała się swej reprezentacyjnej koleżance za zeszłoroczny finał MŚ.
O naszym turnieju indywidualnym nie da się tak dużo napisać. W pierwszej rundzie odpadł Radek i Marcin. Leszek pokonał wyżej notowanego od siebie i zawsze niezwykle groźnego Milesa Chamley-Watsona z USA. Ja z kolei zwyciężyłem Brytyjczyka Richarda Kruse’a. Nastawiałem się na bardzo ciężką przeprawę, mając w pamięci niedawne Mistrzostwa Europy, gdzie po bardzo wyczerpującym i zaciętym boju wygrałem wynikiem 15:14. Tym razem poszło trochę łatwiej, wynik walki brzmiał 15:5 dla mnie... Poszło nadspodziewanie łatwo. Wtedy poczułem, że dzisiaj będzie się działo... Niestety mój kolejny przeciwnik chyba tego nie poczuł... Koreańczyk Byung Chul Choi bez większych problemów pokonał mnie wynikiem 15:9 i awansował do 1/8 finału. Leszek odpadł z turnieju w tej samej rundzie, co ja. Rewanż za swojego reprezentacyjnego kolegę wziął na nim rewelacyjnie walczący tego dnia Race Imboden. Amerykanin w kolejnym pojedynku wyeliminował z turnieju czterokrotnego mistrza świata, Niemca Petera Joppicha. Ku uciesze miejscowej publiczności i niezadowoleniu wszystkich pozostałych, do strefy medalowej awansowało trzech Włochów. Stawkę uzupełnił „mały rycerzyk”, czyli mierzący niecałe 170 cm wzrostu Victor Sintes z Francji. Finał był już wewnętrzną sprawą gospodarzy. Andrea Cassara pokonując Valerio Aspromonte wynikiem 15:14 zdobył swój pierwszy tytuł mistrzowski w karierze.
Do turnieju drużynowego polskie florecistki przystępowały w zmienionym składzie w stosunku do turnieju indywidualnego: Małgorzatę Wojtkowiak zastąpiła gdańszczanka Karolina Chlewińska. Przed Biało-Czerwonymi stało nie lada zadanie, w końcu broniły one srebrnego medalu wywalczonego przed rokiem w Paryżu. Początek turnieju ułożył się jednak dla nich bardzo pomyślnie: Kanada sensacyjnie wygrała z Niemkami w 1/8 finału i to właśnie z drużyną zza oceanu, a nie ze znacznie wyżej notowanym zespołem Niemiec przyszło walczyć Polkom w ćwierćfinale. Nasze florecistki pokonały Kanadyjki bez większych problemów i awansowały do strefy medalowej. W półfinale podopieczne fechmistrza Longina Szmita spotkały się z liderkami światowego rankingu i aktualnymi mistrzyniami świata – Włoszkami. Gospodynie okazały się za silne dla naszej reprezentacji, której przyszło walczyć o brązowy medal z Koreą Południową, która to z kolei w meczu o awans do finału uległa Rosji. Rosjanki po bardzo zaciętym i emocjonującym spotkaniu pokonały w finale ekipę Włoch i sięgnęły po złoto. Zanim jednak do tego doszło na planszy centralnej odbył się „finał pocieszenia”. Mecz o brąz od początku do końca był bardzo wyrównany. Największa różnica trafień wynosiła zaledwie trzy punkty. Wszystko miało rozstrzygnąć się w ostatniej walce. Kiedy naprzeciw siebie stawały kończące mecz Sylwia Grchała i Hyun Hee Nam, wynik brzmiał 24:24. Tuż przed upływem regulaminowych 3 minut walki Sylwia prowadziła jednym punktem, ale Koreanka nie zamierzała odpuszczać. Ostatecznie zepchnęła ona gdańszczankę na koniec planszy, zadała celne trafienie, wyrównując wynik spotkania na 26:26 i w ten sposób doprowadziła do dogrywki. Dla przypomnienia: w szermierce dogrywka trwa jedną minutę. Jeśli w tym czasie żaden z zawodników nie zdobędzie punktu, wygrywa ten, który przed rozpoczęciem dogrywki wylosował priorytet. Tak się jednak zdarza niezwykle rzadko. Do zwycięstwa potrzebny jest tylko jeden punkt (zasada „nagłej śmierci”). Hyun Hee Nam, to aktualna wicemistrzyni olimpijska, brązowa medalistka z turnieju indywidualnego, nr 3 światowej listy – jednym słowem klasa sama w sobie. Koreanka wiedziała, że jak wykona akcję podobną do poprzedniej, to ma duże szanse na zadanie decydującego trafienia. Tak też zrobiła - po kilku sekundach od rozpoczęcia dogrywki, zepchnęła Sylwię na koniec planszy i wykonała skuteczne natarcie. Sędzia nie miał żadnych wątpliwości i przyznał punkt Koreankom, które ogarnął, jak śpiewała Anita Lipnicka – spontaniczny szał (swoją drogą ciekawe czy jest jakiś inny szał, niż spontaniczny...). Radość zawodniczek kraju „kwitnącego wodorostu” jest jednak niczym w porównaniu z eksplozją, wulkanem wręcz (Etna czaiła się przecież tuż za rogiem) emocji, który wybuchł po tym, jak nikomu nie znane szablistki z Azerbejdżanu pokonały w ćwierćfinale Chinki! Aż miło było patrzeć i wzruszenie człowieka ogarniało, gdy oglądał te odbywające się na planszy czerwonej (finałowe plansze na ważnych zawodach szermierczych oznaczone są kolorami) pełne ekspresji piski, przytulańce i łzy szczęścia w wykonaniu Azerek. Niech ktoś mi powie po obejrzeniu takiego meczu, że szermierka jest nudna! W tamtej chwili pomyślałem sobie, że miło by było nazajutrz tak się cieszyć z awansu do półfinału...
Wiadomo jednak, że by uzyskać awans do strefy medalowej Mistrzostw Świata, trzeba się wcześniej sporo napracować. Nasze zmagania w turnieju drużynowym rozpoczęły się od zwycięstwa w 1/16 finału nad ekipą z Argentyny. W meczu o awans do ćwierćfinału przyszło nam walczyć z rozstawioną z numerem szóstym reprezentacją USA. W tym sezonie walczyliśmy z nimi czterokrotnie. Wygraliśmy tylko raz, ale nie zamierzaliśmy składać broni. Wręcz przeciwnie, nastroje były bardzo bojowe. Nasze morale wzmocnił dodatkowo fakt powrotu do drużyny Radka Glonka, który gdy jest w dobrej dyspozycji, to potrafi na planszy czynić niemal cuda (vide wygrana wynikiem 18:6 ostatnia walka meczu z Rosją o brązowy medal MŚ w 2008 r.!). Amerykanie prowadzili tylko w dwóch pierwszych walkach. W trzecim pojedynku na prowadzenie wyszliśmy my i nie oddaliśmy go już do końca. W ćwierćfinale czekali na nas zajmujący trzecią pozycję w światowym rankingu Japończycy. Ten mecz, mimo że przeciwnik teoretycznie był mocniejszy, a jego stawką był awans do strefy medalowej, miał dla nas łagodniejszy przebieg, niż poprzedni. Wszystko układało się po naszej myśli. Prowadziliśmy od początku do końca. Ostatecznie zwyciężyliśmy przewagą dziesięciu punktów i znaleźliśmy się w czołowej czwórce mistrzostw! Co ciekawe dokonaliśmy tego dokładnie na tej samej planszy, co szablistki z Azerbejdżanu! Nasz mecz zakończył się szybciej niż pozostałe, mieliśmy zatem chwilę, by w spokoju przyjrzeć się końcówce ćwierćfinałowej potyczki naszych kolejnych rywali – Chińczyków. Widocznie jednak nie opanowaliśmy jeszcze w wystarczającym stopniu analizy sposobu walki przeciwnika na podstawie obserwacji. W przeciwieństwie do spotkania z Japonią, to nasi półfinałowi rywale prowadzili od pierwszej do ostatniej walki. Mecz zakończył się zwycięstwem broniących mistrzowskiego tytułu florecistów Państwa Środka. Nam pozostał mecz o brązowy medal z ekipą Niemiec, która w półfinale uległa zespołowi Francji. Niestety spotkanie o brąz również nie zaczęło się dla nas pomyślnie. Niemcy objęli prowadzenie, którego za nic nie chcieli nam oddać. Nam, mimo usilnych starań, nie udało się przechylić szali zwycięstwa na naszą stronę. Zakończyliśmy turniej na tej samej pozycji, co nasze koleżanki „po fachu”, czyli tuż za podium.
Zaraz po meczu (a nawet trochę dłużej) czuliśmy olbrzymi niedosyt. W końcu czwarte miejsce jest najmniej lubiane przez sportowców. Ponadto byliśmy ostatnią medalową szansą Polski w tych mistrzostwach, szansą niewykorzystaną. Z drugiej jednak strony, gdy spojrzymy na nasze wyniki osiągnięte w całym sezonie, to okazuje się, że ani razu nie awansowaliśmy nawet do czołowej ósemki drużynowego turnieju Pucharu Świata (mieliśmy na to pięć szans). Tymczasem w najważniejszej imprezie w roku otarliśmy się o medal. Przed mistrzostwami naszym celem był awans do czołowej czwórki zawodów drużynowych – dzięki temu dalej liczymy się w walce o kwalifikację olimpijską, a to jest w tej chwili najważniejsze. Pod tym kątem udało się nam zrealizować założenia. Wiadomo jednak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, gdy jest się już w półfinale, to medal jest już tuż, tuż... Tylko jedna z czterech drużyn go nie zdobędzie. Tym razem padło na nas, to my obeszliśmy się smakiem. Tym razem...













WYNIKI:


FLORET KOBIET INDYWIDUALNIE

Ćwierćfinały:
Valentina Vezzali (Włochy) - Corinne Maitrejean (Francja) 12:11
Elisa Di Francisca (Włochy) - Eugenia Łamonowa (Rosja) 15:7
Lee Kiefer (USA) - Martyna Synoradzka 15:12
Hyun Hee Nam (Korea Południowa) - Ilaria Salvatori (Włochy) 15:8


Półfinały:
Vezzali - Kiefer 15:10
Di Francisca - Nam 14:8


Finał:
Vezzali - Di Francisca 14:7

Kolejność:
1. Valentina Vezzali (Włochy)
2. Elisa Di Francisca (Włochy)
3. Hyun Hee Nam (Korea Południowa)
3. Lee Kiefer (USA)
5. Ilaria Salvatori (Włochy)
6. Corinne Maitrejean (Francja)
7. Eugenia Łamonowa (Rosja)
8. Martyna Synoradzka (AZS AWF Poznań)
....................................................................................
18. Sylwia Gruchała (Sietom AZS AWFiS Gdańsk)
24. Anna Rybicka (Sietom AZS AWFiS Gdańsk)
28. Małgorzata Wojtkowiak (AZS AWF Poznań)

Startowało 106 zawodniczek z 44 krajów.


Walki Polek:

1/32:
Martyna Synoradzka - Gaelle Gebet (Francja) 15:14
Sylwia Gruchała - Olga Lelejko (Ukraina) 15:11
Anna Rybicka - Gabriella Varga (Węgry) 15:10
Małgorzata Wojtkowiak - Tais Rochel (Brazylia) 15:7

1/16:
Martyna Synoradzka - Aida Szanajewa (Rosja) 15:13
Sylwia Gruchała - Nicole Ross (USA) 9:15
Anna Rybicka - Hyun Hee Nam (Korea Południowa) 13:15
Małgorzata Wojtkowiak - Corinne Maitrejean (Francja) 9:15

1/8:
Martyna Synoradzka - Ines Boubakri (Tunezja) 15:10




FLORET MĘŻCZYZN INDYWIDUALNIE

Ćwierćfinały:
Andrea Cassara (Włochy) - Alaaeldin El Sayed (Egipt) 15:7
Valerio Asprpomonte (Włochy) - Aleksiej Czeremisinow (Rosja) 15:12
Giorgio Avola (Włochy) - Byung Chul Choi (Korea Południowa) 15:11
Victor Sintes (Francja) - Race Imboden (USA) 15:11


Półfinały:
Cassara - Sintes 15:5
Aspromonte - Avola 14:13


Finał:
Cassara - Aspromonte 15:14

Kolejność:
1. Andrea Cassara (Włochy)
2. Valerio Aspromonte (Włochy)
3. Giorgio Avola (Włochy)
3. Victor Sintes (Francja)
5. Alaaeldin El Sayed (Egipt)
6. Aleksiej Czeremisinow (Rosja)
7. Byung Chul Choi (Korea Południowa)
8. Race Imboden (USA)
.......................................................................
31. Paweł Kawiecki (Sietom AZS AWFiS Gdańsk)
32. Leszek Rajski (Wrocławianie)
38. Radosław Glonek (Sietom AZS AWFiS Gdańsk)
45. Marcin Zawada (AZS AWF Warszawa)

Startowało 164 zawodników z 66 krajów.


Walki Polaków:

Preeliminacje:
Paweł Kawiecki - Fernando Scavasin (Brazylia) 15:5
Leszek Rajski - Philippe Jorgensen (Dania) 15:5
Radosław Glonek - zwolniony po grupach
Marcin Zawada - Virgil Saliscan (Rumunia) 15:11

1/32:
Paweł Kawiecki - Richard Kruse (Wielka Brytania) 15:5
Leszek Rajski - Miles Chamley-Watson (USA) 15:11
Radosław Glonek - Nikolaos Kontochristopoulos (Grecja) 13:15
Marcin Zawada - Rościsław Hercyk (Ukraina) 7:15

1/16:
Paweł Kawiecki - Byung Chul Choi (Korea Południowa) 9:15
Leszek Rajski - Race Imboden (USA) 7:15





TURNIEJ DRUŻYNOWY FLORECISTEK:


Ćwierćfinały:
Rosja - Francja 45:42
Włochy - Węgry 45:30
Korea Południowa - USA 44:34
Polska - Kanada 35:23


Półfinały:
Rosja - Korea Południowa 45:25
Włochy - Polska 45:31


Mecz o 3 miejsce:
Korea Południowa - Polska 27:26


Finał:
Rosja - Włochy 45:44


Kolejność:
1. Rosja
2. Włochy
3. Korea Południowa
4. Polska
5. Węgry
6. Francja
7. USA
8. Kanada

Startowały 22 drużyny


Mecze Polek:

1/8:
Polska - Wielka Brytania 34:16





TURNIEJ DRUŻYNOWY FLORECISTÓW:


Ćwierćfinały:
Chiny - Korea Południowa 45:40
Francja - Rosja 45:40
Niemcy - Włochy 45:35
Polska - Japonia 45:35


Półfinały:
Chiny - Polska 45:34
Francja - Niemcy 45:36


Mecz o 3 miejsce:
Niemcy - Polska 45:33


Finał:
Chiny - Francja 45:44


Kolejność:
1. Chiny
2. Francja
3. Niemcy
4. Polska
5. Japonia
6. Rosja
7. Włochy
8. Korea Południowa

Startowało 27 drużyn


Mecze Polaków:

1/16:
Polska - Argentyna 45:31

1/8:
Polska - USA 45:40











Kawka
DRUKUJ ARTYKUŁ
Sietom
Energa
Dwór Artusa
trójmiasto.pl
Żyć z Pompą
Gaworek
GSF
« POWRÓT DO SPISU AKTUALNOŚCI
copyright 2019 SIETOM AZS-AWFiS Gdańsk. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Realizacja: Sebastian Berenc, Marcin Kazieczko i Czarek Rybicki